Parę miesięcy temu pisałem o pierwszych wrażeniach z Linux Mint. Postawiłem na Dual-boot z myślą “zobaczymy jak pójdzie…”
Na Windowsa nie zalogowałem się już ani razu.
Środowisko developerskie, Python, Docker, terminal – wszystko działa natywnie. Bez WSL, bez kombinowania. Po prostu.
Ale wiesz co mnie w tym najbardziej zastanawia? Nie sam Linux, ale to, ile czasu odkładałem tę zmianę.
Latami krążyło mi to po głowie, siedziałem na WSL. Warstwa pośrednia, której używałem tylko dlatego, że “byłem na Windowsie”. Wiedziałem, że Linux byłby prostszy. Czytałem o tym, ale zawsze było “nie teraz”.
Działający system i skonfigurowane środowisko – przyzwyczajenia, to była ta moja “strefa komfortu”.
Po co ruszać coś, co jakoś działa…
A potem się okazało, że całe “przejście” to był jeden wieczór. Instalacja, konfiguracja i start pracy.
Miesiące mentalnego budowania problemu. Wieczór na decyzje i rozwiązanie.
Znam to z innych rzeczy…
Zmiana narzędzia, trudna rozmowa, nowy nawyk… Budujesz sobie w głowie coś wielkiego, a potem okazuje się, że wystarczyło po prostu zacząć.
Jeśli od dłuższego czasu krąży Ci po głowie “powinienem to zmienić”, a jedyne co Cię trzyma to “jakoś działa”… może warto po prostu spróbować?
Bo jak się okazuje w wielu przypadkach największy problem ze zmianą, to Twoje myślenie.
A Wy? Macie coś, co odkładacie, bo “jakoś działa”? 👇
#Linux #LinuxMint #DevEnvironment #Programowanie
