Nigdy nie miałem większego problemu ze sprecyzowaniem swoich myśli.
Owszem, czasem z lepszym, a czasem z gorszym skutkiem, ale zawsze człowiek się dogadał.
Gorzej… jak wpadała presja czasu.
5 minut do końca spotkania, jeszcze 3 tematy do omówienia, przejmuje głos i próba sklejenia wszystkiego w jedno sensowne zdanie… Zazwyczaj kończyło się to sklejeniem kilku zdań w jedno i zobaczeniem zdziwienia po drugiej stronie ekranu.
Wiadomo, zdarza się to do dziś… Ale jest coś, co niedawno zauważyłem.
Moja umiejętność przekucia myśli w słowa… poprawiła się. Odkąd pracuję na co dzień z AI.
Tak. Niby miało zabrać pracę. Niby miało zastąpić wszystko i wszystkich. I pewnie po części tak będzie, ale…
Jeszcze zanim do tego dojdzie, jest to nasza dodatkowa ręka… doładowanie… asystent… który po prostu wykonuje polecenia.
No właśnie… polecenia.
A jeśli nie przekażesz dokładnie tego, co chcesz osiągnąć? Nie nadasz kontekstu i nie sprecyzujesz oczekiwań?
Może wyjść z tego ładny rozjazd i wielokrotnie tak się zdarza.
To jest jak mięsień. Im częściej musisz formułować precyzyjne polecenia dla AI, tym lepiej zaczynasz formułować myśli w ogóle. Dla AI, dla współpracowników, a nawet dla siebie…
Teraz, pisząc polecenie dla modelu pierwsza myśl, jaka przychodzi do głowy „Jakich informacji JA potrzebowałbym, nie wiedząc NIC z tego, co mam teraz w głowie, żeby wykonać to zadanie?”…
Kto by pomyślał, że narzędzie, które miało nas zastąpić… uczy nas lepiej komunikować się z ludźmi? 🤷♂️
A Wy zauważyliście u siebie podobny efekt? 👇
#ArtificialIntelligence #FutureOfWork #SoftSkills #PersonalDevelopment #Productivity
