Linux Mint – pierwsze wrażenia. Jest zaskoczenie… 🐧

Pamiętacie mój post o WSL2 i przyspieszeniu kompilacji 25x? Wspominałem wtedy, że planuję przetestować Linuxa i postawić go obok Windowsa…

No i stało się…

Linux Mint wylądował jako drugi system w dual-boot.

Pierwsze wrażenia?

Instalacja? 5 minut.

Konfiguracja środowiska? Kolejne 15 minut.

Potem pozostał już tylko start pracy. A to wszystko mimo tego, że nie robiłem tego od około 10 lat.

Dla porównania – Okienka instalowałem setki razy i wiem, że to zawsze zajmuje dłużej. Tutaj? Banalnie proste i niesamowicie szybkie.

Wygląd? Cudo. Piękny, minimalistyczny design – dokładnie to, co uwielbiam. Bez zbędnych ozdobników, wszystko czytelne i na swoim miejscu.

Funkcjonalności? Czuję, że mnóstwo rzeczy, które w Windowsie musiałbym instalować i konfigurować, tutaj jest po prostu gotowe „out of the box”. Wszystko poukladane, skonfigurowane, działa.

A najlepsze? Nikt od progu nie prosi mnie o logowanie jakimś kontem, ani maile i zgody na każdym kroku (i niebieska przeglądarka nie wyskakuje z lodówki). W aktualnym Windowsie to niemal standard – tutaj? Cisza. System po prostu działa i nie próbuje mnie „integrować” z każdą usługą. Dla mnie – ogromny plus.

Myślałem, że będzie męka, że będę grzebał pół dnia w terminalach, plikach konfiguracyjnych, sterownikach… A tu? Działa. Po prostu działa.

Na razie jestem pod wrażeniem samych doświadczeń początkowych. Zobaczymy, jak będzie się używało systemu „na codzień”. Pierwsze wrażenia to jedno, a realna praca z narzędziami to drugie.

Ale start? Start jest obiecujący. 💪

A Wy – kto z Was korzysta z Linuxa na co dzień? Jakie dystrybucje polecacie? Jestem ciekaw Waszych doświadczeń! 👇

#Linux #LinuxMint #DevEnvironment #Programowanie #OpenSource

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są *

*
*